Newsletter
Wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia o nowych informacjach na naszej stronie internetowej.
Partnerstwo jest jak dziecko, do pewnego czasu trzeba mu pomagać

Rozmowa z Antonim Sobolewskim z Wyższej Szkoły Administracji Publicznej w Szczecinie

Prowadził Pan szkolenia dla partnerów społecznych w ramach programów Phare 2002 i 2003 w Województwie Zachodniopomorskim. Co było ideą partnerstw zawiązywanych dzięki tym projektom?

Partnerstwa te zawierane były na rzecz integracji kierunków szkolnictwa zawodowego z potrzebami lokalnych przedsiębiorstw. W ten sposób próbowano dostosować oferty szkół zawodowych do lokalnych potrzeb rynku pracy. Było to promowanie partnerstw lokalnych poprzez zachęty do ich zawiązywania - z Phare dawano szkołom pieniądze na wyposażenie, ale tylko wtedy, gdy wcześniej zawarły one partnerstwa z pracodawcą i samorządem. Bez partnerstwa nie można było dostać tych pieniędzy. Dlatego też partnerstwa nie raz zawierane były tylko po to, aby spełnić wymóg formalny. Jednak w części partnerstw podjęto rzeczywistą współpracę trzech stron - szkoły, powiatowego urzędu pracy i lokalnego pracodawcy. W wielu też przypadkach założone partnerstwo było tylko sformalizowaniem tego, co szkoły i pracodawcy robili już od lat, nie mając pojęcia, ze to są działania partnerskie.

Czy szkolenia spełniły oczekiwania? Czy z tamtych inicjatyw zostało coś do dzisiaj; prężnie działające partnerstwa lokalne, lub choćby lepsza współpraca miedzy sektorami?

Programy Phare 2002 i Phare 2003 w których brałem udział miały jedną dużą wadę: trwały za krótko - tylko rok. Były one podzielone na fazę przygotowawczą i realizacyjną. Zaczynały się od wdrażania standardów. To było trudne dla zarządzających nimi, bo wymogi formalne stawiały poprzeczkę bardzo wysoko. Chodziło oczywiście o dokumentację, rachunki rozliczenia, ale i o takie wymogi, jak  na przykład pisanie całej dokumentacji jedną czcionką. Wszystko zatem miało być zrobione tak, jak tego oczekiwano a nie tak, jak u nas się to zwykle robi. To była pierwsza rzecz. Druga to zatwierdzanie projektów według ściśle określonych procedur. Wszystko to trwało dość długo. Dopiero na końcu dochodziliśmy do meritum, na które było mało czasu. Tak więc na samą merytoryczną realizację zostawało nam pół roku a to trochę za mało na przeprowadzenie szkoleń i efektywne wspomaganie nowo zawiązanych partnerstw.

Wymogi formalne sparaliżowały działania?

Powiedziałbym inaczej. Wymogi formalne przećwiczyły nas trenerów, że musimy trzymać wyznaczone standardy. Ci, którzy przez to przeszli mieli potem dużo lepszą realizację np. projektów EFS-owskich. Nabyliśmy umiejętność trzymani jakości. To też jest wartość.

Czy takie krótkie wsparcie nie zraziło partnerów do wspólnych działań?

Te programy Phare miały sens, bo pokazały ideę partnerstwa i wyrwały ludzi z powiatowego myślenia o otaczającej ich rzeczywistości. Dla wielu było to pierwsze doświadczenie komunikowania się z jednostkami spoza sektora, który reprezentowali. Szkoły, samorządy, przedsiębiorstwa bardzo często funkcjonowały w próżni. Na szkoleniach byli zazwyczaj nie ich szefowie, ale osoby od których wiele zależy w codziennym funkcjonowaniu. Ta lekcja otworzyła im perspektywę współpracy w celu osiągnięcia zamierzeń. Dlatego też oprócz tworzenia samych partnerstw zaczęły się nawiązywać relacje między sektorami. Ludzie zaczęli współpracować, co widziałem jeżdżąc po terenie. Tę świadomość jest bardzo trudno zbudować. Zaufanie jest tu podstawą, ale buduje się je długo. Te „efekty miękkie” były i będą one procentować. Przy dłuższych projektach łatwiej będzie doszukać się konkretów - utworzenia trwałych partnerstw - ale już to co było wartością dodaną przy programach Phare 2002 i 2003 będzie procentować.

Czy programy phare’owskie były pierwszym poważnym kontaktem społeczności województwa zachodniopomorskiego z ideę partnerstwa lokalnego?

Nie dla wszystkich uczestników szkoleń było to pierwsze spotkanie z tą ideą. Niektórzy mieli z nią kontakt przy Programie Aktywizacji Obszarów Wiejskich, czy w ramach Polsko-Amerykańskiego Programu Wdrażania Modelu Partnerstwa Lokalnego, realizowanego w latach 2002–2004. Brałem udział w programie amerykańskim, gdzie było większe nastawienie na efekt końcowy, czyli utworzenie i wspieranie nowopowstałych partnerstw. Dużo mniej uwagi poświęcano tam wymogom formalnym. Pracowaliśmy nad tym żeby się to udało a nie nad warunkami formalnymi. No i była tam dalsza asekuracja partnerstw. Jak już wspomniałem w programach Phare najgorsze było to, że gdy projekt się kończył, partnerzy nie mieli już żadnego wsparcia. Pozostawieni byli sami sobie a gdy nie ma nawyków działań partnerskich, to te zalążki upadają.

A promowanie i zakładanie partnerstwa to „inwestycja” długofalowa, wymaga czasu.

Pierwsza rzecz konieczna do działań w partnerstwie, poza narzędziami które ludzie dostają w trakcie szkoleń, to zaufanie. A my, trenerzy im tego nie przekażemy, bo tę wartość muszą sobie sami wypracować a ten proces trwa długo. Szkolenie jeszcze nie tworzy partnerstwa. Po szkoleniu trzeba je pilotować, monitorować, aktywizować. Trzeba przede wszystkim wspierać, żeby partnerzy czuli, że ktoś może im pomóc. Oczywiście to nie może być na zasadzie, że ktoś za nich myśli i decyduje.
W wielu przypadkach, z którymi spotkałem się podczas szkoleń w ramach Phare nie było tam elementarnej komunikacji między szkołami a administracją. Komunikacja jest konieczna do prawidłowego rozpoznania problemu a tam zdarzały się wypadki, że dyrektor twierdził, że absolwenci jego szkoły nie są bezrobotni, bo przecież rozmawiał z nimi i mówili mu, że mają prace. Żył w nieświadomości, bo nie kontaktował się z PUP-em a opinie zbierał od uczniów, których akurat spotkał. Takie sytuacje pokazują jak daleko jest w niektórych powiatach do prawidłowej współpracy. Zaufanie jest jej dalszym efektem.

Czy wydaje się Panu potrzebne utworzenie instytucji wspierającej partnerstwa lokalne? Takiej, która pomagałaby im bez względu na to, z jakiego programu pochodziły pieniądze na szkolenia, czy na jakim etapie zaawansowania jest partnerstwo?

Tak, przydałyby się centra - umiejscawiane regionalnie - do których partnerzy mogliby się zwracać z pytaniami, wątpliwościami. Warszawa na przykład jest bardzo daleko nie tylko terytorialnie, ale i mentalnie. Wsparcie musi być systemowe, nie takie, że po roku się kończy. Partnerstwo jest jak dziecko. Ono musi rosnąć. Po pewnym czasie nabierze formy i zacznie samo funkcjonować, ale do pewnego czasu pomoc jest mu potrzebna.

Prezentujemy Raport z monitoringu beneficjentów ostatecznych komponentu regionalnego programu Phare 2002 Spójność Społeczna i Gospodarcza – komponent Rozwój Zasobów Ludzkich. Efekty dotyczących partnerstwa lokalnego realizowanego w ramach programu znajdują się w akapitach dotyczących podprogramu 3.