Newsletter
Wpisz swój email, aby otrzymywać powiadomienia o nowych informacjach na naszej stronie internetowej.
Deficyt wiedzy w powiatach

Tworzenie skutecznych programów działań na rzecz poprawy na lokalnym rynku pracy wymaga odpowiedniego zasobu wiedzy o nim. Poważny problem mają z tym powiatowe urzędy pracy. Ale stanowi to także wyzwanie dla partnerów społecznych i podmiotów obywatelskich.

Na rynku pracy nie ma mechanizmu, który automatycznie doprowadzałby je do równowagi, czyli do stanu, w którym osoby poszukujące pracy odpowiadają potrzebom firm lub instytucji szukających pracowników. Ponadto ożywienie w gospodarce nie sprawia automatycznie, że zatrudnienie rośnie, a bezrobocie samo ulega likwidacji. Owszem, zmniejsza się bezrobocie koniunkturalne, co oznacza, że pewna liczba bezrobotnych zostaje wchłonięta przez rozwijającą się gospodarkę, ale w naszych warunkach dotyczy to dość ograniczonej liczbowo grupy. Wynika to w znacznym stopniu z faktu, że bezrobocie w Polsce ma charakter strukturalny, czyli wypływający z niedopasowania kwalifikacji pracowników do wymagań pracodawców. W konsekwencji jest tak, że wprawdzie pracodawcy wręcz alarmują, że nie mogą znaleźć rąk do pracy, a jednocześnie w rejestrach zapisanych jest ponad dwa miliony bezrobotnych. Strukturalne niedopasowania występują także na lokalnych rynkach pracy. Aby rynek pracy się równoważył, potrzebne są pewne interwencje na nim.

Problem w tym, że lokalne działania/interwencje na tych rynkach pracy nie przynoszą pożądanych efektów. Nie są one bowiem oparte na odpowiednio solidnych analizach, co powoduje, że  programy aktywizujące są nieskuteczne. Tymczasem rynek wymaga wsparcia w osiągnięciu względnej równowagi, ale aby go skutecznie wspierać, trzeba w szczegółach znać jego charakterystykę, wiedzieć, jakie grupy na nim funkcjonują, jakie mają kwalifikacje, a jakie kwalifikacje powinny mieć, żeby zyskać szanse na znalezienie zajęcia w okolicznych firmach. A zatem trzeba mieć dobre diagnozy. Tymczasem w Polsce informacje o lokalnych rynkach pracy są zbyt ogólne. Na poziomie powiatów wiadomo niewiele. Dodatkową trudnością jest to, że są one regulowane jedną ustawą dla całego kraju. I choć wyodrębniono określone grupy, które mają szczególne trudności, to zaproponowano podobne dla wszystkich powiatów narzędzia rozwiązania ich problemów i w rezultacie skuteczność programów/polityk lokalnych nie może być ani wysoka, ani nawet satysfakcjonująca. Dokumentują to wyniki badań, które pokazują, że w latach 2002-2005 nie nastąpiły żadne istotne zmiany w sytuacji poszczególnych powiatowych rynków pracy pod względem stopy zatrudnienia, bezrobocia i aktywności zawodowej. Powiaty, które w 2002 r. były na dobrej pozycji, są na niej nadal, a te, które były na złej, na niej pozostały. Dane te są ewidentnym dowodem na fiasko polityk rynku pracy, bo jeżeli mamy do czynienia z tak trwałym zróżnicowaniem, to znaczy, że metodami stosowanymi dotychczas nie udaje się tych różnic usunąć.

Jeżeli chce się ograniczyć bezrobocie na danym terenie, to trzeba wiedzieć, jakie są jego lokalne przyczyny, jak rosną zasoby siły roboczej, jakie kwalifikacje mają ci, którzy wchodzą na ten rynek pracy, od czego zależy wzrost zatrudnienia, w jakich dziedzinach się dokonał i jakie grupy ludzi objął. Trzeba znać te wszystkie dane w szczegółach, ponieważ inaczej prowadzi się taką politykę rynku pracy, która jest nieadekwatna do problemów lokalnych.

Często na spotkaniach z powiatowymi urzędami pracy słyszałam narzekania, że robią co mogą, a bezrobocie jak było wysokie, tak jest. Nie pomaga organizowanie prac interwencyjnych, robót publicznych, kursów itd. Ale prawie żaden z tych powiatów nie dysponował dobrą diagnozą swojego rynku pracy. Niektóre podejmują dopiero inicjatywę, np. toruński, jako jeden z nielicznych próbuje zebrać informacje ze wszystkich lokalnych źródeł dysponujących takimi danymi.

Wiedza o rynkach pracy na poziomie powiatu zdominowana jest wiedzą, jaką posiadają powiatowe urzędy pracy. Nie ma innych ośrodków czy instytucji badających lokalny rynek równie szczegółowo i systematycznie. A przecież urzędy pracy mają bardzo wycinkowy obraz swojego rynku pracy. Wiedzą głównie to, co jest odnotowane w systemie PULS, w którym rejestruje się bezrobotnych, wakaty, podstawowe informacje o realizowanych programach rynku pracy i inne dane, które trafiają do urzędów pracy lub są przez nie tworzone (np. dotyczące własnych kadr, finansów itp.). Urzędy znają tylko liczby tych, którzy weszli na rynek pracy i jej nie znaleźli, ale około 20 proc. bezrobotnych, a w niektórych regionach nawet więcej, w ogóle się do nich nie zgłasza. Urzędy pracy nie znają również charakterystyk tych osób, które pracują. Wobec tego nie wiedzą, co jest warunkiem sukcesu na ich rynku pracy, bo właśnie posiadanie pracy jest miarą tego sukcesu. Nie wiedzą również, jakie ci pracujący mają wykształcenie, jaki zawód, jakimi dysponują kwalifikacjami (także szczegółowymi), jakiej są płci i w jakim wieku.

Bardzo wymowna jest informacja o tym, iż tylko 4 proc. zatrudnionych deklaruje, że znalazło pracę poprzez urząd pracy. Potwierdzają tę informację zarówno badania aktywności ekonomicznej ludności, jak i wycinkowe badania w powiatach oraz ankietowe badania NBP z  2006 r. Przyjmijmy, że niechby nawet co dziesiąty bezrobotny znalazł pracę za pośrednictwem urzędów pracy, to te urzędy i tak nie wiedzą, jakie szczegółowe warunki musiał spełnić skierowany przez nie bezrobotny, żeby podjąć daną pracę. W związku z tym ani nie umieją scharakteryzować popytu na pracę, w tym na konkretne kwalifikacje, ani nie wiedzą, jaka jest podaż pracy. Natomiast same urzędy twierdzą – nie wiem na jakiej podstawie – że w skali Polski obsadzają nawet 60 proc. miejsc pracy na swoim terenie. To wydaje się nieprawdziwe.

Jednak powiatowe urzędy pracy i tak mają przewagę informacyjną nad innymi podmiotami w powiecie, w tym także nad partnerami społecznymi. One wiedzą jeszcze mniej, albo nie wiedzą nic. Tymczasem żeby prowadzić naprawdę skuteczną lokalną politykę rynku pracy, trzeba mieć znacznie pełniejsze informacje. Wydaje się, że skutecznym sposobem na powiększenie bazy informacyjnej o lokalnych rynkach pracy, jest nawiązanie partnerstw informacyjnych w obrębie województw np. z lokalnymi urzędami statystycznymi, aby te dostarczały informacji w przekroju powiatów, a nawet gmin, o pracujących według ich cech, o płacach, także z uwzględnieniem charakterystyk pracujących. Korzystna mogłaby się okazać również współpraca z miejscowymi oddziałami ZUS. A gdyby istniejące, bardzo dobre badania aktywności ekonomicznej ludności były prowadzone na dwukrotnie większej próbie niż dziś i dzięki temu stałyby się reprezentatywne dla województw i podregionów, to znacznie lepiej można byłoby diagnozować wojewódzki rynek pracy. To się zresztą przewiduje w GUS, choć trudno powiedzieć, kiedy badanie aktywności zostanie poszerzone. Można natomiast korzystać z analiz wojewódzkich w skali powiatów, jeśli się tylko wie, jak głęboko dane województwo jest zróżnicowane.

Urszula Sztanderska